Zator, który wraca co kilka miesięcy, choć rura była niedawno czyszczona, ma zwykle poważniejszą przyczynę niż tłuszcz czy papier. Jedną z częstszych są korzenie. Przeciwnik o tyle nietypowy, że rośnie – z każdym sezonem jest go w rurze więcej, a domowymi sposobami nie da się go ruszyć w ogóle.
Skąd korzenie w rurze kanalizacyjnej
Drzewo nie puszcza korzeni na chybił trafił. Rosną tam, gdzie jest woda – a rura kanalizacyjna prowadzi wodę przez okrągły rok, także w suchym lipcu, gdy grunt dookoła jest spieczony.
Wystarczy drobna nieszczelność. Wysunięta uszczelka na kielichu, rozejście łączenia, pęknięcie w ściance rury. Korzonek cienki jak włos wciska się w taką szczelinę i trafia do środka. A w środku ma wszystko, czego potrzebuje: wodę i składniki odżywcze płynące ze ściekami. Więc grubieje. Rozgałęzia się w gęstą wiechę, która zwisa w świetle rury i łapie wszystko, co płynie – papier, osad, resztki. Zator gotowy.
Problem dotyczy niemal wyłącznie odcinków w gruncie: przyłącza między budynkiem a studzienką lub siecią, kanalizacji deszczowej, rur biegnących przez ogród. Materiał rury nie daje tu żadnej gwarancji – korzenie trafiają się zarówno w rurach żeliwnych, jak i plastikowych. Decyduje nieszczelność, nie to, z czego rura jest zrobiona.
Po czym poznać, że to korzenie, a nie zwykły zator
Trzy rzeczy powinny zapalić lampkę.
Pierwsza: woda schodzi wolno we wszystkich odpływach domu naraz. Skoro kłopot mają i kuchnia, i łazienka, i toaleta, to zator nie siedzi przy żadnym z nich, tylko dalej – w rurze za budynkiem.
Druga: zator wraca. Czyszczenie pomaga, przez kilka miesięcy jest spokój, po czym objawy wracają jak bumerang. Tłuszcz odkłada się latami, korzenie odrastają szybciej.
Trzecia: nad trasą rury albo tuż obok rosną drzewa lub rozłożyste krzewy. Im starsze, tym dłuższe mają korzenie.
Pewność daje dopiero inspekcja kamerą. Kamera pokazuje stan rury od środka: widać wiechę korzeni, łączenie, którym weszły, i to, jak dużą część przekroju zdążyły zarosnąć. Z przeglądu robimy nagranie i przekazujemy je klientowi – przydaje się przy decyzji, co z rurą dalej.
Dlaczego chemia tu nie pomoże
Silna chemia przy świeżym, miękkim zatorze potrafi zrobić prześwit, którym woda zacznie schodzić. Korzeń to inna liga. Żywe, twarde drewno, dobrze zakotwiczone w łączeniu rury. Żaden żel go nie rozpuści – zresztą zanim preparat dopłynie kilka albo kilkanaście metrów do zarośniętego miejsca, rozcieńczy się w ściekach i osiądzie po drodze.
Ręczna sprężyna też niewiele tu zdziała. Może przebić się przez luźny papier zatrzymany na korzeniach i woda ruszy na jakiś czas, ale sama wiecha zostanie w rurze. I dalej będzie łapać wszystko, co płynie.
Jak usuwamy korzenie z rury – bez rozkopywania
Jakiś czas temu zadzwonił do nas właściciel domu w Wawrze. Ta sama historia co zwykle: mniej więcej co pół roku ścieki przestawały schodzić, przyjeżdżała ekipa, czyściła, po czym wszystko wracało. Wzdłuż ogrodzenia, kilka metrów od trasy przyłącza – szpaler starych lip.
Zaczęliśmy od kamery. Na nagraniu, mniej więcej w połowie odcinka między domem a studzienką, widać było łączenie rur i zwisającą z niego brodę korzeni, obrośniętą papierem i osadem.
Do takiej pracy służy głowica tnąca – końcówka prowadzona na elastycznej spirali, którą napędza maszyna z silnikiem elektrycznym. Wprowadzamy ją przez studzienkę, więc niczego nie trzeba rozkopywać. Głowica wycina korzenie przy samej ściance, przechodząc zarośnięty fragment kilka razy, aż przekrój jest czysty. Potem do akcji wchodzi wuko: strumień wody pod ciśnieniem płucze cały odcinek i wypycha wycięte resztki razem z osadem do studzienki, skąd je wybieramy. O tym, kiedy pracuje wuko, a kiedy sprężyna, piszemy szerzej w artykule wuko czy sprężyna elektryczna.
Na koniec jeszcze raz kamera i próba: puściliśmy wodę, schodzi od razu, nic się nie cofa. Właściciel dostał dwa nagrania – sprzed czyszczenia i po nim.
Co zrobić, żeby korzenie nie wróciły
Tu trzeba powiedzieć uczciwie: wycięcie korzeni usuwa skutek, nie przyczynę. Nieszczelność, którą weszły, dalej jest w rurze – i korzenie mogą się nią wcisnąć ponownie.
Są dwie drogi. Pierwsza to czyszczenie w stałych odstępach, umówione z góry, zanim wiecha zdąży na nowo zarosnąć przekrój. Druga to naprawa – wymiana uszkodzonego łączenia albo całego odcinka, co oznacza już rozkopanie terenu i większy wydatek. W zdecydowanej większości domów kończy się na regularnym czyszczeniu; to ułamek kosztu wymiany, a rura pracuje normalnie. Nagranie z kamery pokazuje czarno na białym, czy łączenie nadaje się jeszcze do takiego pilnowania, czy pora planować naprawę.
Woda cofa się w całym domu, a zator wraca mimo kolejnych czyszczeń? Zadzwoń pod 660 360 170. Obejrzymy rurę kamerą, wytniemy korzenie i wypłuczemy odcinek ciśnieniowo – wycenę podamy przed rozpoczęciem pracy. Działamy na terenie całej Warszawy i okolic.